Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.

Wpisy z tagiem: oleszczyk

czwartek, 28 stycznia 2010
Meryl Streep - gwiazda horrorów klasy C

Czy ja już przedstawiałem na tych łamach Michała Olszczyka? Tak, przy okazji "Zombieland". Okazuje się, że znów warto zajrzeć na jego bloga. Co prawda w notce o "Paranormal Activity" nie ma jakichś strasznych baboli faktograficznych (może poza tym, że recenzent nie wie do jakiego portalu pisuje jako tzw. filmowy tetryk), ale jest coś co mnie urzekło:

Jeśli tak się zastanowić, o tym samym była Julie i Julia (2009)

"Julie i Julia" o tym samym co "Paranormal Activity"? Ja rozumiem, że różne interpretacje, rozumiem, że można probować w każdym filmie doszukiwać się wszystkiego (fragment o konsumpcjonizmie - a co, mieli sami tę kamerę wyprodukować czy ukraść? specjalista miał im gratisowo demona przepędzić?), ale bez przesady!

Chociaż dobrze, że szanowny krytyk mnie ostrzegł - generalnie nie przepadam za horrorami, więc "Julie i Julia" którego jeszcze nie widziałem sobie odpuszczę, po co mam się później moczyć w nocy.

wtorek, 08 grudnia 2009
Wydumany autentyk

Ot, taka drobnostka, w dodatku nie najświeższa - bardziej jako uzupełnienie notki o oleszczykowych odkryciach w  "Zombieland" .

 

Publicysta "Przekroju" tak pisał o "Soliście":

Czy wobec tak skandalicznie źle dobranej estetyki kogokolwiek przejmie wydumana opowieść o dziennikarzu Stevie Lopezie (Robert Downey Jr.) odkrywającym w slumsach genialnego muzyka Nathaniela Anthony'ego Ayersa – postać autentyczną, opakowanego w fikuśną folię aluminiową i kolorowy plastik?

No tak, nie ważne co, ważne jak - byle zdania wielokrotnie złożone były.

08:44, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 grudnia 2009
Wolnomyślenie

Tym razem rzecz nowego osobnika (ale chyba zagości tu jeszcze nieraz) i to z bloga.

Michał Oleszczyk pisujący do Przekroju (i tam ponoć zamieścił ten tekst, ale namacalny dowód internetowy jest tylko na blogu) tak oto pisze o "Zombieland":

Świeżość filmu Rubena Fleischera nie polega na komediowej tonacji (vide mistrzowski „Wysyp żywych trupów”), ale na wprowadzeniu dwóch przednich pomysłów. Po pierwsze, zombie potrafią w tym filmie bardzo szybko biegać, co stanowi novum po dekadach niezdarnego człapania.

No tak, rzeczywiście novum, przecież ogromna historia gatunku, całe setki filmów, to do dziś były drętwe truposze słaniające się powolnie jak w klasyku Romero. I pan Krytyk oczywiście nie widział ani "28 dni później", ani "Jestem legendą", ani "Świtu żywych trupów", ani "Shaun of the Dead" (który sam wspomina), że wspomnę tylko najświeższe przykłady survival-horrorów. I zombie (a może dla Oleszczyka to wcale nie zombie, skoro nie umarli tylko zarażeni wirusem? ale przecież identycznie jest w "Zombieland"...) wcale nie biegali tam szybko. No wcale.

Biegali wolno. Szkoda, że niektórzy też myślą wolno.