Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Kategorie: Wszystkie | FILM | KOMIKS | KSIĄŻKA
RSS
wtorek, 13 kwietnia 2010
Swój bardziej obcy

Stare, ale wobec wznowienia na czasie: dwie recenzje "Extensy" Jacka Dukaja - jedna z serwisu Polter, druga Marka Oramusa z Nowej Fantastyki.

Niezbyt znana, za to podpisująca się cool ksywką recenzentka z Poltera tak oto bełkocze o książce:

Akcja toczy się na Ziemi, w Zielonym Kraju, i jej początek wcale nie zapowiada tragicznej sytuacji, jaką zastajemy w tym miejscu. Bezimienny narrator prowadzi pozornie szczęśliwe życie, zajmując się - wraz z rodziną - hodowlą koni. Szybko okazuje się jednak, że ta otoczka jest jedynie iluzją – Zielonym Krajem. [a wcześniej Zielony Kraj nie okazywał się Zielonym Krajem? - przyp. pop.] Tak jak całym Wszechświatem, i tutaj rządzą przedstawiciele wyższej cywilizacji wyjątkowo zaawansowanej technologicznie. Przestrzeń wykreowana przez Dukaja jest bardzo enigmatyczna. O historii Zielonego Kraju niewiele wiadomo, a czytelnik dowiaduje się jedynie, że padł on kiedyś ofiarą wyjątkowej, bliżej nieokreślonej katastrofy.

Zielony Kraj jest na krawędzi upadku – tajemniczy Obcy, prowadzący na planecie jakieś dziwne badania, powodują ciągłe zalewanie jej obszarów. Samych zaś Ziemian traktują tak, jak ludzie traktują mrówki. Wzajemny kontakt obu cywilizacji zmierza więc do tego, że ta słabsza zostaje bezwzględnie zniszczona. Nadciągającą katastrofę wyczuwa się na każdej karcie tego niezwykłego utworu.


Ja rozumiem, że Dukaj pisze trudną prozę, ale na litość - "Extensa" to niezbyt długa mikropowieść, w której wszystko jest wyłożone kawa na ławę! Nie obcy tylko postludzie, nie nieokreślona katastrofa tylko przejście przez technologiczną osobliwość i stworzenie świata zbudowanego z nanoinformatycznego pyłu, nie ciągłe zalewanie tylko jedno, nadchodzące, do którego bodaj (o ile pamiętam) zresztą nie dochodzi przed końcem narracji.

 

O ile jednak osobnika podpisującego się jako "Alchemist" możemy potraktować z przymróżeniem oka, o tyle Marek Oramus swą renomę miał. Na pewno jednak nie za takie teksty:

Gdy się „Ekstensę” zaczyna, natychmiast przychodzą na myśl „Poczwarki” Wyndhama: tak samo pogruchotany po kataklizmie świat i tak samo opowieść toczy się z punktu widzenia dziecka, które nie dziwi się niczemu. Katastrofa dotknęła ludzkość w wyniku przymusowego kontaktu z cywilizacją o tyle wyżej stojącą technicznie, że dla nas operującą cudami. Owa ekstensa to pomysł Obcych na badanie kosmosu; nikomu nie chce się tego robić, realność dla tych półbogów przestała być atrakcyjna.

I znów: nie obcy tylko postludzie, nie kataklizm tylko technologiczna osobliwość, nie przymusowy kontakt tylko łaskawe przyzwolenie przez postludzi by homo sapiens mogli sobie żyć na skrawku Ziemi "po staremu", nie pomysł obych, tylko homo sapiens przed przejściem przez technologiczną osobliwość...

Na odtrutkę od tego bełkotu polecam świetną analizę książek Dukaja.

sobota, 03 kwietnia 2010
Wpływowy autor bez debiutu

Wydawnictwo MAG tak oto opisało swojego topowego autora na okładce "Pani Dobrego Znaku" (można przeczytać choćby tutaj):

Swoją pierwszą książką pt. "Król Bezmiarów" wywarł wielki wpływ na polską twórczość i zdobył najbardziej prestiżową nagrodę polskiego fandomu fantastyki w Polsce - Nagrodę im. Janusza A. Zajdla.

Czyżby wydawnictwo życzliwie pominęło cały dorobek autora sprzed związaniem się z MAGiem? Bo przecież choć "Króla Bezmiarów" i "Północną granicę" wydały przed laty inne wydawnictwa, to zawsze MAG może powiedzieć, że jego wersja jest jedynie słuszna, bo autor na jej potrzeby dokonał jakichśtam poprawek. A czegoś takiego jak wydane w 1991 roku, a więc przed "Królem Bezmiarów", "Prawo sępów" w ogóle przecież nie było...

15:43, popkuriozysta , KSIĄŻKA
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 lutego 2010
Mało poważna bajka

Rzecz nieco starsza - Rzepa o "Wrońcu" Dukaja:

Przede wszystkim jednak nie rozumiem, czemu służy bajka osnuta wokół stanu wojennego?

No tak, bo przecież bajki i w ogóle książki muszą zawsze Czemuś (przez duże Cz) służyć. Przecież nawet jak się kręci film rozrywkowy w 3D o wchodzeniu umysłem w inne ciało, to ten trójwymiar i koncepcja avatarów służy Czemuś (a dokładniej temu, by - jak pisała również Rzepa - oddać paralelę między sytuacją bohatera a kinowego widza nakładającego specjalne okulary... (gwoli sprawiedliwości: takie bzdety pisał też Przekrój))

08:54, popkuriozysta , KSIĄŻKA
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Did somebody say McDonald

Przy okazji czytania o ekranizacji "Drogi", chciałem przypomnieć sobie jakie były komentarze na temat poprzedniego filmu opartego o prozę McCarthy'ego.

Zacząłem od ulubionej Esensji i... okazała się wcale nie taka fajna. Otóż według pisujących tam filmowych tetryków, Michała Chacińskiego i Kamili Sławińskiej (telepatia jakaś czy co?), autorem książkowego pierwowzoru "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest niejaki... McCormack. Dobrze, że nie McDonald's...

To, że według tetryka Wojciecha Orlińskiego bohaterem filmu jest niejaki Chigurth litościwie pominę jako literówkę.

wtorek, 10 listopada 2009
Tajemniczy bohater tajemniczo zatytułowanej książki - zagadka kryminalna

Stopklatka wciąż nie dba o jakość swoich newsów i zapewne często będzie się pojawiać na łamach tego bloga.
Tym razem chodzi o doniesienie o planach Fiodora Bondarczuka, który nakręcić ma ponoć po angielsku film na podstawie bestsellerowej serii Borisa Akunina.

Czytamy tam:

"Winter Queen" jest pierwszą częścią przebojowego w Rosji cyklu Akunina o perypetiach detektywa Erasta Fandorinasa, w skład której wchodzi także "Turecki gambit".

eee... no i co? koniec cyklu? też mi wielki cykl... Jakby ktoś nie wiedział to ukazało się 12 części (nie licząc serii odpryskowych), wszystkie ukazały się w Polsce. Nietrudno to sprawdzić, choćby w wiki.
Może i film będzie nazywał się "Winter Queen" (tak jak, nie wiedzieć czemu, amerykańskie wydanie powieści), ale pierwsza część cyklu nazywa się "Azazel" - tak we wszystkich polskich wydaniach jak i w oryginale, więc tego nazewnictwa wypadałoby się chyba trzymać pisząc o książce.

Milla Jovovich, która wybrana została na odtwórczynię głównej roli jeszcze za jego kadencji, wciąż pozostaje związana z tym projektem.

Znaczy jakiej głównej roli? Przecież nawet w newsie stoi jak byk, że "przygody Fandorina" - a o ile pamiętam książkę, to kobiece rólki były zdecydowanie drugoplanowe, nawet jeśli chodzi o stosunkowo najbardziej wyeksponowaną Bieżecką (ale z drugiej strony ważniejszą fabularnie postacią jest lady Astair, więc to może ona jest bohaterką?).

Bagienna pisownia

Na szybko - niby drobnostka, ale jednak irytująca.

Nie wiem jakie w Czytelni Onetu, panują zasady, ale ten tekst jest w dziale "recenzje", a nie przeznaczonym dla czytelników "e-recenzje" - zakładam więc, że pani recenzentka działa z błogosławieństwa portalu, może ma nawet frukty z tego, że przeczytała ten islandzki kryminalik (kiepski swoją drogą).

Tym bardziej żenujący jest błąd (bo ciągle powtarzanego literówką nazwać ciężko) w nazwisku pisarza. Pani Marto - islandzka język trudna język, ale jeśli ma Pani wątpliwości to przecież zawsze można zerknąć na okładkę. Ten pisarz zwie się InDridason, a nie InGridason.