Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Kategorie: Wszystkie | FILM | KOMIKS | KSIĄŻKA
RSS
niedziela, 31 stycznia 2010
Sympatyczni psychole

Czyli złota myśl PaulinyReiter o "Dexterze" (Gazeta Telewizyjna 29.01-4.02.2010, str. 4):

W rankingu na najsympatyczniejszego psychopatę Dexter zajałbyw cuglach pierwsze miejsce, deklasujac nawet Hannibala Lectera.

Nie wierzę! Nawet Lectera?! Nieprawda, on był sympatyczniejszy.

21:31, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2010
Meryl Streep - gwiazda horrorów klasy C

Czy ja już przedstawiałem na tych łamach Michała Olszczyka? Tak, przy okazji "Zombieland". Okazuje się, że znów warto zajrzeć na jego bloga. Co prawda w notce o "Paranormal Activity" nie ma jakichś strasznych baboli faktograficznych (może poza tym, że recenzent nie wie do jakiego portalu pisuje jako tzw. filmowy tetryk), ale jest coś co mnie urzekło:

Jeśli tak się zastanowić, o tym samym była Julie i Julia (2009)

"Julie i Julia" o tym samym co "Paranormal Activity"? Ja rozumiem, że różne interpretacje, rozumiem, że można probować w każdym filmie doszukiwać się wszystkiego (fragment o konsumpcjonizmie - a co, mieli sami tę kamerę wyprodukować czy ukraść? specjalista miał im gratisowo demona przepędzić?), ale bez przesady!

Chociaż dobrze, że szanowny krytyk mnie ostrzegł - generalnie nie przepadam za horrorami, więc "Julie i Julia" którego jeszcze nie widziałem sobie odpuszczę, po co mam się później moczyć w nocy.

niedziela, 24 stycznia 2010
Bo kiedyś to było tak pięknie, a dziś tylko brud, syf i porubstwo

Rzeczpospolita znów sprzedaje ten sam materiał kilka razy. Tym razem wymądrza się na temat animacji (TUTAJ i TU).

Osiem lat temu szefowie disnejowskiego koncernu ogłosili śmierć tradycyjnego filmu animowanego i przestawili studio na produkcje w trójwymiarowej technologii. Wszystko wydaje się potwierdzać słuszność tamtej decyzji. Po tytuł najbardziej kasowego filmu w historii właśnie zmierza nakręcony w 3d "Avatar" Jamesa Camerona, zaś kinem familijnym rządzą komputerowe animacje. A mimo to Disney postanowił wrócić do baśni rysowanych za pomocą kredki i ołówka. Co się zmieniło? Kiedyś – gdy na ekrany wchodziły "Toy Story" (1995), a później "Shrek" (2001) – filmy trójwymiarowe były innowacyjne, zachwycały realistyczną techniką wykonania postaci, fakturą obrazu.

Co ma piernik do wiatraka? Co ma wspólnego "Avatar" z "Toy Story"? Że niby tu i tu jest trójwymiar? Chyba jednak pokazy w trójwymiarze, a grafika trójwymiarowo to odrobinkę co innego ...

Drugi odłam animacji skręcił ku komercji. Od lat 30. film rysunkowy dostarczał zabawy – najpierw dzieciom, potem infantylnym dorosłym. Disney popularyzował przesłodzoną tandetę. Niecałą dekadę temu wybuchło gorsze zło: animacja cyfrowa. Digitalne paskudztwo wyparło z kin ambitniejszy film animowany. Rysunkowy, lalkowy, wycinankowy, plastelinowy. Na szczęście, stare techniki znalazły azyl w galeriach.

O tak, bo przecież to co ogląda miliony widzów to ZUUUOOO, a taka "Betty Boop" jest ambitniejsza niż "WALL-E" czy "Odlot". I pewnie należy do, jak czytamy dalej:

Szlachetna, artystyczna gałąź animacji wyrosła w połowie lat 20. Wtedy film wszedł w bliskie związki z awangardą. Wszystkie najnowsze plastyczne trendy zostały przełożone na ruchome obrazki. Man Ray, Dalí, Bunuel, Picabia, Léger, Clair, Cocteau, Themersonowie – te nazwiska wyznaczyły wygórowany poziom


Pewa. Kiedyś to były takie zajebiste, ambitne i wyszukane, na przykład wczesna Myszka Miki. A teraz to tylko:

Tymczasem w kinach królują utwory bez adresata. Autorzy przekonują, że chcą skupić przed ekranem całe rodziny. W istocie propagują kicz i banał. Mnożą się koszmarki w rodzaju Kota Garfielda, Alvina, Artura i Avatara.

Tylko co ma kurwa "Avatar" do całej reszty?

W animacji zachodzą procesy, których wcześniej doświadczyły sztuki piękne. Wieki temu sądzono, że w twórczej dyscyplinie dokonuje się postęp, utożsamiany z rozwojem techniki i zbliżaniem się do realizmu. Perspektywa zbieżna, światłocień i realistycznie oddane podobieństwo uważano za kroki milowe na drodze ku doskonałości obrazu. I co? Wszystko to zakwestionowano już w drugiej połowie wieku XIX. W następnym stuleciu wróciła umowność, znakowość, metafora. A po realizm sięgnęła propaganda i reklama. Za jakiś czas podobny los spotka produkcję 3d.

O tak! Bo taki sam los spotkał już i filmy sensacyjne z coraz większymi i bardziej realistycznymi wybuchami (bo przecież kręci się już tylko "umowne" czarne kryminały), i efekty komputerowe (bo przecież w sf wróciliśmy do makiet na sznurkach). Cóż za przenikliwość! Szkoda, że nie podali jakiemu 3d wieszczą tak marny koniec - komputerowej grafice trójwymiarowej czy filmom prezentowanym w trójwymiarze, bo ja szczerze mówiąc się zgubiłem...

16:37, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 stycznia 2010
Najgłupsze teksty o popkulturze ostatnich miesięcy

Portal Esensja, korzystając m.in. z tutejszych materiałów, ogłosił plebiscyt na popkuriozum IV kwartału 2009. Spoko, cieszę się, miło mi itp. itd.

Ale nie powiem żebym był zadowolony z tak skromnego wyboru (z drugiej strony - im mniej propozycji, tym łatwiej wybrać). Ale żeby nie było, oto moje prywatne TOP FIFTEEN (bo TEN było za mało :), kolejnośc przypadkowa - czy to dziwne, że dominuje tu "Avatar"?):

 

1. Rzepa o Cameronie - Jake Sully od początku wspomagający kosmitów, efekciarskie 3D w "Avatarze", proste fabuły Spielberga i - co najlepsze - pomysł z "wchodzeniem" w ciało avatarów w "Avatarze" wykorzystany tylko dlatego, żeby można było utworzyć paralelę do widza nakładającego okulary.

2. Pasternak w Przekroju o Avatarze - wymienianka o tym co było w beznadziejnym Avatarze, a nie w zajebistym LOTR (dobro wygrywające ze złem, zakazana miłość, śmierć bohaterów)

3. Mossakowski o Avatarze - w Hollywood jakaś kreatywna księgowość panuje, brak gwiazd w Avatarze, Worthington nie jest gwiazdą, niedoprecyzowanie, że avatary to tylko puste "skorupy" w które człowiek musi wejść, a przede wszystkim mega-bełkot o tym, że użycie 3D i hiperrealistyczna grafika przekracza tzw. "fourth wall"

4. Pasternak w Przekroju o Avatarze (2) - Worthington cały czas gra jako niebieskie ludzik, po premierze "Titanica" Cameron stwierdził, że trzeba nakręcić film w 3D bo można było (1997 rok!) w godzinę ściągnąć film z internetu, Cameron nie wiedział jaką fabułę chce nakręcić (pierwszy skrypt "Avatara" w 1994), "Titanic" kosztujący 100mln$, idea avatarów jako metafora sytuacji widza w kinie

5. Węglarczyk wymądrza się o serialach - "Titanic" kosztujący 100mln$, seriale typu "Lost" kosztujące kilkadziesiąt tysięcy dolarów, kilkanaście filmów rocznie przekraczających 150mln$ budżetu

6. Newsweek o Avatarze - wymądrzanie się o fabule przed premierą, "Avatar" bez szans na nominacje do Oscara (lol!), za to nominowany w kategorii animacji (mega-lol!), Cameron realizujący już "Battle Angel", film osadzony w "świecie manga"

7. Stopklatka przedrukowująca artykuł z Kina o Avatarze - wymądrzanie się o fabule przed premierą: Jake Sully odbywający mentalną podróż na planetę Pandora, Michelle Rodriguez wybitną aktorką, a przede wszystkim "Avatar" jako zabawa metafikcją

8. Onet przedrukowujący artykuł z Filmu o Avatarze - bohaterowie "Final Fantasy" i Gollum jako przykład podobnego podejścia do animacji komputerowej, "Aliens" jako pierwszy film z kobietą jako bohaterem kina akcji, "Terminator" jako pierwszy film wprowadzający SF klasy B na salony, w "Avatarze" oglądamy cyfrowe wcielenie Worthingtona

 

9. Żurawieckiego felieton w wp.pl o "Dystrykcie 9" - pierdolenie o kinie gatunkowym jako sztafażu, współczesne SF opowiadające tylko o obcych wrzuconych we współczesny świat, "Dystrykt 9" nawiazujący do kina sf lat 50-tych

10. Oleszczyk na swoim blogu i w Przekroju o "Zombieland" - "Zombieland pierwszym filmem w którym zombie szybko biegają

11. Śmiałkowski w Gazecie Telewizyjnej o kinie superbohaterskim - kryminałów i sf na podstawie komiksów powstaje tyle samo co superbohaterskich, filmy superbohaterskie powstające już w latach 30-tych, "Blade" jako rasowy horror, "Dardevil" jest późniejszy niż "Iron Man", "300" jest późniejsze niż "Mroczny rycerz", komiksy do zaledwie wczoraj opowiadały tylko o "naparzankach", zero ambicji

12. Mossakowski o "2012" - ludzie uciekający przed katastrofą statkami kosmicznymi poza Ziemię

 

13. Metro o "REC 2" i hiszpańskich horrorach - "Labirynt Fauna" jako prekursor horroru hiszpańskiego, "Inni" z najstraszniejszym przedstawieniem dzieci w historii kina, plus garść dziwnych przymiotników

14. Metro o "Dystrykcie 9" - sf polegające na kosmitach zawsze atakujących ludzi, "Dystrykt 9" bez efektów specjalnych

15. Kałużyński w Dzienniku o "Avatarze" - krytyk jakimś cudem dostrzegł w filmie cyfrowe przedstawienie Michelle Rodriguez

Na wyróżnienie i absolutną pogardę zasługuje absolutny brak profesjonalizmu jaki prezentuje redaktor Mossakowski piszący dla największego w Polsce dziennika: nie dość, że recenzuje film nie oglądając go do końca (2012) to pisze idiotyzmy nie tylko o kinie popularnym, ale też nie rozumie znaczenia słów których używa, a które jako krytyk kulturalny znać powinien (przekraczanie czwartej ściany w "Avatarze"). Naprawdę nie wiem jakim cudem on jeszcze pracuje w Wybiórczej.

17:30, popkuriozysta
Link Komentarze (2) »
Imaginarium pani krytyczki

Zaczynamy na poważnie nowy miesiąc i rok - trza pisać o styczniowych premierach. Na pierwszy ogień... no kto? "Przekrój", ale tym razem nie KP, a postać nowa tutaj - Ola Salwa.

Stary dziad Parnassus z merlinową (czy po „Władcy pierścieni” raczej gandalfową) brodą jeździ drewnianym rozklekotanym wozem. Szuka- widzów dla swojego dziwacznego przedstawienia, a przede wszystkim pięciu dusz dla diabła – posiądzie każdą, gdy widz zechce zostać w świecie wyobraźni Parnassusa.

Tak, tak, Parnassus szuka tych dusz dla diabła, szuka od początku akurat 5 i rzeczywiści osoby, które dzięki Tony'emu Parnassus zdobył "zostawały w świecie wyobraźni Parnassusa". Słyszę dzwon lecz nie wiem gdzie on.

Smutek pojawia się także z powodu śmierci Heatha Ledgera. Choć aktor jest obecny w wielu scenach, to jego nieobecność  w tych nielicznych (gdzie zastąpili go pospołu Colin Farrell, Jude Law i Johnny Depp) w sposób tajemniczy, znany tylko Gilliamowi, czuć bardzo na ekranie.

W sposób znany tylko reżyserowi czuć nieobecność aktora na ekranie? Gorszego belkotu dawno nie czytałem.

Stawką jest życie jego córki Valentiny (Lily Cole, na zdjęciu obok)

Fajną Lily ma brodę. Sexi.

15:51, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 stycznia 2010
Złudzenie doskonałe

Tak jak onegdaj Newsweek, tak teraz Rzepa publikuje całą serię artykułów o "Avatarze" (TUTAJ, TU i jeszcze TAM). Właściwie identycznie i zawierających te same idiotyczne błędy:

Na obcej ziemi ląduje niepełnosprawny Jake (Worthington), były marine i członek naukowej misji dowodzonej przez botaniczkę Grace (Weaver). Pandorę zamieszkują niezwykle wysocy i niebieskoskórzy Na’vi, żyjący w zgodzie z naturą i czczący duchy przodków. Niestety, planeta obfituje w cenny minerał.

By wejść w jego posiadanie, Ziemianie zamierzają się posłużyć podstępem, a potem zniszczyć bogatą kulturę Na’vi (język wzorowano na amharskim, a obrzędy zainspirowali Indianie Ameryki Północnej). Naukowcy i Jake nie chcą do tego dopuścić. Zacieśniając więc więzi z tubylcami, poruszają się po Pandorze jako avatary.

O tak, szczególnie Jake nie chce do tego dopuścić i dlatego przystępuje do programu Avatar.

Najciekawszą postacią jest oczywiście Jake (jako avatar nie jest niepełnosprawny), w którym w miarę rozwoju akcji zachodzi ogromna zmiana.

A jakaż to zmiana w nim zachodzi, skoro już od początku nie chciał dopuścić do zniszczenia kultury Na'vi i środowiska Pandory?

Wystarczy założyć specjalnie spolaryzowane okulary, aby ulec złudzeniu, że Pandora jest na wyciągnięcie ręki. Można z bliska zobaczyć biegające po dżungli stwory. Niemal ich dotknąć. Albo znaleźć się w środku wielkiej bitwy tubylców z Ziemianami.
Doznania oglądających „Avatara” będą bardziej intensywne niż – na przykład – fanów filmów George’a Lucasa. Oni nie mogli w podobny sposób znaleźć się w rzeczywistości „Gwiezdnych wojen”. Poczuć jak to jest, gdy Vader chucha komuś prosto w twarz. Wówczas technologia 3D uchodziła za zbyt kosztowną fanaberię. Teraz – dzięki Cameronowi – trójwymiarowe projekcje staną się powszechne.

Kurde, ja takich doznań nie miałem, bo i nie o to chodziło Cameronowi żeby atakować widza wylatującymi z ekranu przedmiotami, żeby mieć dżunglę wokół siebie i postaci na wyciągnięcie ręki. No ale skąd ci biedni krytycy mają to wiedzieć, skoro do kina nie raczyli się pofatygować?

Filmowcy w Hollywood kreują za pomocą komputerów coraz bardziej wymyślne stwory i fantazyjne krainy. James Cameron, Peter Jackson, Steven Spielberg, George Lucas, Robert Zemeckis, Michael Bay i bracia Wachowscy – to czołówka twórców, którzy przesunęli technologiczną granicę tego, co w kinie wydawało się dotąd niemożliwe.
Jednocześnie zaawansowanej technice towarzyszy maksymalne upraszczanie fabuł, powielanie wielokrotnie wykorzystywanych wcześniej motywów. Format familijnej rozrywki tak bardzo zdominował myślenie szefów wytwórni i reżyserów

No tak, nic po tych Oscarach za scenariusze "Listy Schindlera" i "Władcy Pierścieni" - współcześni luminarze kina opowiadają przecież prostackie fabuły.

Trójwymiarowe filmy można było kręcić tylko za pomocą wielkich jak pralki kamer, które co prawda świetnie nadawały się do realizacji dokumentów przyrodniczych, ale były nieporęczne i zbyt drogie dla reżyserów fabuł. Żaden z hollywoodzkich producentów nie miał ochoty inwestować w projekt, który już na etapie zdjęć kosztowałby tyle pieniędzy i wysiłku, że nie miałby szans na sukces kasowy w kinach.

Na tę właśnie przeszkodę trafił James Cameron, gdy w połowie lat 90. napisał scenariusz „Avatara”. Schował więc tekst do szuflady

A byłem przekonany, że odłożył też, a może przede wszystkim dlatego, że nie był w stanie przekonująco wykreować komputerowych obcych...

I wreszcie moje ulubione, co komentarza już chyba nie wymaga:

Ten wątek świetnie obrazuje sytuację publiczności na kinowym seansie filmu Camerona. Jake, aby chodzić, musi wejść w obce ciało. Widz, by zagłębić się w wykreowany przez reżysera wirtualny świat, zakłada okulary.

Cameron, pokazując, jak sparaliżowany Sully wchodzi w ciało avatara, pomysłowo nawiązuje do sytuacji widza w kinie – który, by wejść w wirtualny świat, zakłada okulary 3D.

Tagi: Avatar rzepa SF
08:50, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2010
Bajkowe Złote Globy

Barbara Hollender w Rzepie o Złotych Globach:

Wyróżnienie "Avatara" kończy krótki czas, gdy nagradzano nie hollywoodzkie bajki, lecz obrazy ważne, jak "Aż poleje się krew" czy "To nie jest kraj dla starych ludzi".

No rzeczywiście krótki to był czas, trwał dokładnie... 0 lat. Bo ani "Aż poleje się krew" ani "To nie jest kraj dla starych ludzi" Złotego Globa nie dostało, a razem dostać nie mogło bo to filmy z jednego roku. A przed "Avatarem" rzeczywiście nagradzano w większości hollywoodzkie bajki, na przykład "Pokutę", "Brokeback Mountain", "Godziny", "Piękny umysł", "American Beauty" - ta sama kategoria co produkcja Camerona.

20:12, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (1) »
Cop, czyli policjant

Pamiętacie jak pisałem na samym początku o tym jak Stopklatkowi newsmeni nie znają angielskiego? Chodzi o te kwiatki:

"Thornton zagra Copa, doświadczonego glinę, który tropi Drivera próbującego odszukać zabójców brata. Drivera ściga bezwzględny Killer"

No cóż, nic się nie zmieniło. Ale w sumie co w tym dziwnego skoro w Polsce zagranicznym filmom nadaje się tak debilne tytuły jak "Nine - Dziewięć".

 

wtorek, 19 stycznia 2010
Dobre, bo wirtualne

Kałużyński w Dzienniku pozytywnie o "Avatarze" - i to tak się podniecił, że mu już wszystko na cyfrowo latało przed oczyma:

Nie zredukował też Cameron swoich aktorów do awatarów, tak jak to się dzieje przy zastosowaniu performance picture. Sama Worthingtona, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez przez większą część projekcji oglądamy w wirtualnych ciałach, ale technika, w której żywi aktorzy, a nie ich zeskanowane kopie, rzutowani są na komputerowo wygenerowane modele, sprawia, że ani przez moment nie mamy wrażenia oglądania animacji, co więcej, nie mamy wątpliwości, którego z aktorów oglądamy właśnie w jego niebieskim wcieleniu.

Kurde, a ja miałem wątpliwości, który z cyfrowych stworków to Michelle Rodriguez. Pewnie ten:


poniedziałek, 18 stycznia 2010
Władca Avatarów

Znów Avatar, znów Przekrój, i znów redaktorka Pasternak.

Najpierw ubolewa nad tym, dlaczego "Avatar" nie jest "LOTR":

Gdybyż można było zobaczyć nakręconego w tej technice „Władcę pierścieni” albo „Piratów z Karaibów”! Rozkoszować się jednocześnie pięknym obrazem, wciągającą historią i poczuciem humoru autorów!

By później ponarzekać, co odróżniało dzieło Camerona od trylogii Petera Jacksona, a co jej się nie podobało:

„Avatarowi” tych dwóch ostatnich całkowicie zabrakło. Nauczony doświadczeniem „Titanica” Cameron, pisząc scenariusz „Avatara”, postawił na młodocianego widza. W końcu plakaty i kalendarze z wizerunkiem Rose (Kate Winslet) i Jacka (Leonardo DiCaprio) zaklejały pokoje nastolatków jeszcze długo po premierze hitu. To ta grupa w dużej mierze zadecydowała o sukcesie filmu.

Bajkowy infantylizm scenopisarski Camerona w „Avatarze” daje o sobie znać jeszcze boleśniej. Fabuła skonstruowana jest na przewidywalnych zasadach: dobro musi wygrać ze złem, miłość do obcego zwyciężyć strach przed wykluczeniem z rodziny, zwycięstwo bohatera musi zostać okupione śmiercią najwierniejszych towarzyszy.

No bo przecież we "Władcy pierścieni" (który nie jest bajką) dobro nie wygrywa ze złem, miłość do człowieka nie wygrywa u Arweny z wykluczeniem z elfiej rodziny, Boromir, Gandalf, Theoden nie giną, a plakaty z Elijahem nie wisiały zapewne u żadnego nastolatka w pokoju...

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10