Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Kategorie: Wszystkie | FILM | KOMIKS | KSIĄŻKA
RSS
sobota, 06 lutego 2010
Pixar vs. Disney

Rzepa o "Toy Story":

Jednak jego siłą jest wspaniale napisana historia trudnej przyjaźni kowboja Chudego i megalomańskiego astronauty Buzza Astrala. Tak nakreślonych postaci pozazdrościłby Pixarowi sam Disney.

1) "pozazdrościłBY"? tryb przypuszczający? no przecież zazdrości, po to chyba kupił Pixara...

2) jeszcze przed kupnem... "Toy Story" był zrobiony na zamówienie Disneya

3) czy Disney to jakiś wyznacznik najwyższego poziomu? bzzz, wrong! może i w dniu premiery "Toy Story" można było w ten sposób dywagować, ale heloł, minęło półtorej dekady podczas której królował tylko i wyłącznie Pixar!

23:53, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (1) »
Roboty rządzą nami

O, znów Felis - niestety cienko. O "Astro Boy" pisał w sumie niegłupio, ale nie mógł się powstrzymać od trzaśnięcia babola gdy zaczął analizować i próbować doszukiwać się w bajce dla dzieci jakiegoś drugiego dna:

David Bowers krąży jak ćma wokół pytań, które twórcy kina science fiction zadają od dziesięcioleci. Czy można "uczłowieczyć" roboty? Jak wyglądałby świat, gdyby sztuczne inteligencje przejęły nad nim kontrolę?

A gdzie w "Astro Boy" sztuczne inteligencje kontrolujące świat? W tych robotach spętanych trzema prawami, będących popychadłami wykorzystywanymi przez ludzi do najgorszych prac, do brutalnych rozrywek i które nie są w stanie nawet porządnie przeprowadzić rewolucji?

Aż chciałoby się zaśpiewać: "Ajajaj roboty rządzą nami / Ajajaj nami mężczyznami..."

20:13, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 lutego 2010
Porażająco zwyczajny superbohater

Puszczali "Batman: Początek" w TV, więc Rzepa się wymądrzała:

Chris Nolan spróbował – z powodzeniem – odciąć się od komiksowej proweniencji tej postaci i potraktować ją bardziej serio. Jego bohater nie jest herosem obdarzonym nadzwyczajnymi zdolnościami: nie lata z prędkością światła, nie przechodzi przez ściany, nie poraża wrogów śmiercionośnym spojrzeniem.

Jest zwykłym śmiertelnikiem, mocno poobijanym w starciach z przeciwnikami, zawdzięczającym swą moc jedynie sile woli, nieustannemu treningowi, wysokiej klasy broni i pomysłowym gadżetom, np. pancernemu pojazdowi-batmobilowi. I nie zmienia się wraz z założeniem maski nietoperza i czarnego płaszcza. Jego przeciwnicy są też tym razem w większości całkowicie realni. To przestępcy, którym bliżej do policyjnych kronik, a nie bajkowy Joker, Pingwin, Dwie Twarze, Zagadka czy Mr. Freeze.

A w komiksie porażał? I latał? I przechodził? I był nieśmiertelny? I zmieniał się wraz z założeniem maski? (tu to popitoliło się recenzentowi z Jimem Carreyem) I nie walczył z Jokerem czy Pingwinem?

Magiczna nauka Sherlocka Holmesa

Coś nowego - Polityka. Oczywiście o "Sherlocku Holmesie" niestety dość skromnie:

Kultowe dla wielu opowiadania mistrza opowieści detektywistycznej Arthura Conan Doyle’a były już kilkakrotnie przenoszone głównie na mały ekran, jednak tym razem mamy superprodukcję.

A to wcześniej nie pojawiał się Holmes na dużym ekranie? Ciekawe...

Głównym wrogiem jest lord Blackwood (Mark Strong), który za pomocą magii skrzyżowanej z nauką

Jasne. Ktoś kto dotrwał do końca to wie, że nauka a nie magia. A jeśli przyjąć, że nie spoilerujemy, przyjmujemy początkową percepcję bohaterów - to tylko magia (bo że to nauka okazuje się dopiero w finale). Na pewno nie jedno i drugie, a już na pewno nie krzyżowane ze sobą.

czwartek, 04 lutego 2010
Oryginalna wizualnie plastelina

Ktoś narzekał, że za mało Felisa? Prosze bardzo, choć trzeba przyznać, że wraca do formy bardzo powoli - recenzja "Planety 51" to raczej niezręczności niż jakieś wielkie babole:

W kosmosie dziwy nie z tej zimy: gdzieś tam hen żyją sobie "plastelinowe", zielone ludki

Plastelinowe??

Oryginalne są za to rozwiązania plastyczno-scenograficzne - na planecie 51 króluje nie tyle dawna Ameryka, ile raczej zakonserwowany mit: sklepiki, szyldy, samochody, domy - wszystko przypomina świat kolorowo-kiczowatych zabawek, wymuskanych, dziecięcych akcesoriów z Disneylandu, które ktoś tu sobie dla frajdy porozstawiał.
Że młodość górą, że innych tępić nie warto, że największy cynik może zakochać się w nietypowym psiaku jak uczniak? Twórcy "Shreka" tym razem Ameryki odkrywać nie mają zamiaru - "Planeta 51" to ciekawa wizualnie animacja

A więc fakt, że sceneria, tło akcji to planeta przypominająca Amerykę lat 50-tych to się
nazywa "ciekawa wizualnie animacja" i "oryginalne rozwiązania plastyczne"? Kurde, a ja byłem przekonany, że "oryginalna wizualnie" animacja to swego czasu "Toy Story" - i to wcale nie dlatego, że opowiadało o ożywionych zabawkach.

14:47, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (4) »
Mało poważna bajka

Rzecz nieco starsza - Rzepa o "Wrońcu" Dukaja:

Przede wszystkim jednak nie rozumiem, czemu służy bajka osnuta wokół stanu wojennego?

No tak, bo przecież bajki i w ogóle książki muszą zawsze Czemuś (przez duże Cz) służyć. Przecież nawet jak się kręci film rozrywkowy w 3D o wchodzeniu umysłem w inne ciało, to ten trójwymiar i koncepcja avatarów służy Czemuś (a dokładniej temu, by - jak pisała również Rzepa - oddać paralelę między sytuacją bohatera a kinowego widza nakładającego specjalne okulary... (gwoli sprawiedliwości: takie bzdety pisał też Przekrój))

08:54, popkuriozysta , KSIĄŻKA
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lutego 2010
Bajkowy dramat

Metro o Złotych Globach:

Jeśli nagrody Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej mają być najlepszym wyznacznikiem przed Oscarami (a najważniejsze filmowe nagrody zdobyło 17 z 24 filmów nagrodzonych w ostatnich latach Globami), to widać, że tym razem wygrywają bajki, nawet jeśli - jak "The Blind Side" - oparte są na faktach.

No tak, skoro "The Blind Side" jest bajką, to nie jest nią chyba tylko film dokumentalny, albo reportaż puszczany w "Wiadomościach"...

 

Tagi: metro nagrody
12:47, popkuriozysta
Link Dodaj komentarz »
To elementarne, mój drogi Langdonie

Znowu krytyk Mossakowski (kocham tego gościa!), tym razem o "Sherlocku Holmesie":

Grany (zabawnie) przez Roberta Downeya Holmes jest nie tyle mistrzem chłodnej, logicznej dedukcji (...), co bohaterem kina akcji: umie walczyć jak żółw Ninja

MUAHAHAHA

Zaś fabuła bierze więcej z bestsellerowego "Kodu Da Vinci" niż ze starego, poczciwego Conan Doyle'a

WTF? Zapewne Irene Adler jest potomkinią Marii Magdaleny... Facet naprawde bardzo się stara żeby przebić swoje statki kosmiczne w "2012".

Mamy tu również wątki osobiste: wierny kompan i współlokator (czy tylko?) Holmesa doktor Watson (Law) zaręcza się, czemu Holmes nie może przyglądać się bezczynnie.

Jakieś projekcje osobistych lęków seksualnych krytyk Mossakowski tu uprawia?

kilka wątków pozostaje niewyjaśnionych, zapewne też z myślą o kontynuacji.

Jakich wątków? Bo cała sprawa Blackwooda jest zamknięta.

wtorek, 02 lutego 2010
Krewetki z mackami

Stara rzecz, bo dotycząca "Dystryktu 9", ale dopiero teraz na to trafiłem - po raz kolejny "Przekrój"

Szybko odkrywamy, że Ziemianie nie tylko nie są gościnni, ale też mają wobec obcych perfidne plany. Żeby poznać mechanizm działania ich broni (strzela tylko w mackach kosmitów), eksperymentują na nich jak na szczurach.

Macki? Chyba inny film widzieliśmy...

 

Całkowicie oryginalna jak na s.f. jest natomiast paradokumentalna forma „Dystryktu 9”. (...) Momentami na dole ekranu pojawia się pasek rodem z telewizji informacyjnej,

Eee... "Robocop" się kłania? Jeez, już nie wiem, który raz to mówię - wystarczy słuchać tego co mówi reżyser i przyjąć do wiadomości, że jeśli on twierdzi, że się czymś inspirował to tak jest. A jeśli chodzi o fantastykę w formie mockumentary to - jeśli już uznać, że horrorów tu nie wliczamy - jest choćby stareńki telewizyjny film "The War Game" czy głośny "Pierwyje na łunie"

Pokazując powolną metamorfozę głównego bohatera w obcego, film otwarcie nawiązuje do horrorów science fiction z wytwórni Hammer*, takich jak „Zemsta kosmosu” (1955), ale też do serii „Obcego”, uwspółcześniając tę wizję przez sprytne wplecenie wątków z eksperymentami z DNA – zauważa doktor Cornea.

Coś ten ekspert tak się zna na filmach jak H Clark na leczeniu. W "Obcym" była jakaś metamorfoza bohatera w kosmitę? Gdzie? Dopiero w czwartej części i to na dalekim planie. Może naprawdę zamiast pakować wszystko w szufladki, to warto jednak posłuchać reżysera i jak mówił, że fantastyka lat 80-tych to fantastyka lat 80-tych. Bo ja tu widzę nie "Alien: Resurrection" tylko przede wszystkim "Muchę" i mutującego Goldbluma...

filmy z gatunku wprawdzie najeżone były coraz bardziej spektakularnymi efektami specjalnymi (kulminację trendu zobaczymy pewnie w grudniu, w horrendalnie drogim, kosztującym Jamesa Camerona ponad 200 milionów dolarów „Avatarze”),

Z fantastyki granica 200mln$ pojawiała się w "Wodnym świecie", "Spider-Manie 2" "Spider-Manie 3", "Transformers 2", "Terminatorze 3", "Terminatorze 4", "Powrocie Supermana" etc. etc. Więc jakimś szałem to nie jest, żeby 200mln$ miało być kulminacją. Inna sprawa, że "Avatar" kosztował zapewne sporo więcej, ale skąd te biedne ekspertki mają to wiedzieć...

Weźmy choćby takiego Duncana Jonesa. (...) Fascynująca jest także fabuła, w której Jones powraca do podejmowanego w s.f. w latach świetności wątku starcia rasy ludzkiej z przewyższającymi ją inteligencją maszynami.

A to co, z audycji radia Erewań wzięty opis filmu? Na Placu Czerwonym rozdają rowery? "Moon" jest o walce rasy ludzkiej z maszynami? To ja może przypomnę, narażając się na zarzut spoilerowania, że w filmie pojawia się 1 (słownie: jeden) bohater (a nie cała rasa), wchodzi w interakcje z własnym klonem (a nie maszyną) i nie rozdaje, a kradnie.... tfu! znaczy współpracuje (a nie walczy).

 

Genialna powieść Aldousa Huxleya czeka na filmową wersję już niemal 80 lat.

A może jednak jakieś adaptacje były?

 

Ba, w stronę science fiction zwróciła się nawet specjalistka od wampirów Stephenie Meyer, której kolejna skierowana do ekranizacji książka „The Host” traktuje o niemożliwej do spełnienia miłości. Tym razem jednak w sercowe afery z reprezentantem rasy ludzkiej uwikłany zostaje nie krwiopijca, lecz przybysz z obcej planety. Wejście kosmity w buty wampira brzmi jakoś proroczo, nieprawdaż?

Prawdaż

Drogo-tani "Avatar"

O godzinie 19:12 Najbardziej Irytująca Pani Reporter Głównych Wydań Wiadomości Wszelakich (czytaj Małgorzata Zientkiewicz) tako rzecze w materiale o Oscarach:

"Avatar" kosztujący 230 milionów dolarów był najdroższym filmem w historii.

Oczywiście ani 230, ani najdroższy, ale pisałem o tym już milion razy więc nie będę się powtarzał. Chciałem tylko zwrócić uwagę na nowych na tym blogu, bo polsatowskich Wydarzeń jeszcze nie jechałem. No cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz.

19:54, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10