Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Kategorie: Wszystkie | FILM | KOMIKS | KSIĄŻKA
RSS
wtorek, 16 lutego 2010
Wątpliwy wątek

Stopklatka o nowym filmie Stevena Soderbergha:

"Contagion" powstanie na motywach scenariusza napisanego przez Scotta Z. Burnsa, który jest także autorem fabuły innego filmu Soderbergha, "Intryganta" . W tekście, na podstawie którego powstanie "Contagion", motyw przewodni stanowi zagrożenie spowodowane śmiertelną epidemią. Inne szczegóły fabuły na razie nie są jeszcze znane. Wiadomo jednak, że znajdzie się w niej sporo miejsca na kilka wątków pobocznych rodem z innego filmu Soderbergha, "Traffic".

Znaczy, że wątkiem pobocznym będzie narkotyzująca się córka sędziego?

Poprawny politycznie, ale wciąż bełkot

W opisie dystrybutora "The Blind Side" czytamy:

Michael Oher, bezdomny chłopiec o afroamerykańskich korzeniach zostaje zaadoptowany przez zamożną, białą rodzinę, która pomaga mu rozwinąć swoje umiejętności

Próbując zachować political corretness dystrybutor filmu zdecydował się na bełkotliwe określenie "afroamerykańskie korzenie". Pomijając fakt, że zawsze myślałem, że "korzenie" to coś sięgającego daleko, ku początkowi, samym - nomen omen - korzeniom, więc powiedziałbym, że przedstawiona postać ma korzenie "afro" bez żadnych "amery", to czy może mi ktoś wyjaśnić jak Murzyn może mieć korzenie afroamerykańskie? Zawsze myślałem, że jak ktoś ma korzenie murzyńskie, indiańskie czy włoskie, to już tym Murzynem, Indianinem czy Włochem nie jest, albo jest co najwyżej w połowie - jak Vin Diesel choćby (znaczy on jest wszystkim poza Indianinem).

poniedziałek, 15 lutego 2010
Więzień trudnej polszczyzny (oryg. Stopklatka History X)

Stopklatka o remaku "Ucieczki z Nowego Jorku":

Akcja "Ucieczki z Nowego Jorku", klasyka Johna Carpentera z 1981 roku, rozgrywa się w przyszłości, kiedy Manhattan to jedno wielkie więzienie. Nad jego obszarem rozbija się samolot z prezydentem USA na pokładzie. Snake Plissken, przestępca recydywista, otrzymuje zadanie uwolnienia więźnia w ciągu 24 godzin.

No tak, skoro do więzienia, to znaczy, że więznia musi uwolnić - to logiczne. Naprawdę nie wiem czemu pomyślałem, że miałby ratować prezydenta...

czwartek, 11 lutego 2010
Who watches the "rozwydrzony legion newsmenów"?

Stopklatka znowu próbując wymądrzać się przed czytelnikami i ich edukować (to ojcowskie "przypominamy...") uprawia jeden wielki bełkot:

Przypominamy, iż akcja "Watchmen. Strażnicy" osadzona jest w alternatywnej Ameryce roku 1985, kiedy to przebrani w kostiumy superbohaterowie są częścią społeczeństwa, a "Zegar Sądu Ostatecznego" - wyznaczający poziom napięcia między USA a Związkiem Radzieckim - stale pokazuje pięć minut do północy. Członek samozwańczej straży obywatelskiej, Rorschach wykrywa intrygę mającą na celu zabicie i zdyskredytowanie wszystkich byłych i obecnych superbohaterów. Łącząc siły ze swoim byłym legionem - rozwydrzoną grupą emerytowanych superbohaterów, z których tylko jeden posiada prawdziwą moc - Rorschach wpada na trop zakrojonego na szeroką skalę spisku, który ma związek z przeszłością i może mieć katastrofalne skutki na przyszłość.

1) nie jestem pewien czy wskazówki się nie przesuwały w trakcie akcji, ale tu mi pamięć zawodzi (w filmie chyba się zmieniały wskazania zegara?)

2) "samozwańcza straż obywatelska" - tak genialne, że aż nie chce mi się tego komentować

3) intryga nie do końca miała na celu "zabicie i zdyskredytowanie wszystkich byłych i obecnych superbohaterów"...

4) Rorschach nie łączył sił ze swoim byłym legionem (cokolwiek ten legion miałby oznaczać), jeśli już to próbował ich przekonać/ostrzec, a ostatecznie współpracował z jednym tylko kolegą dośc przypadkowo

5) "rozwydrzona grupa emerytowanych superbohaterów" - patrz pkt. 2

6) spisek na pewno miał katastrofalne skutki w przyszłości, ale to, że w komiksie/filmie były retrospekcje nie znaczy, że ten spisek miał związek z przeszłością...

12:25, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (6) »
Trójwymiarowy eko-bełkot

Taka ciekawostka z nieco innej beczki - w Polityce o Avatarze (tzn. nie o samym filmie, a filozofowanie przy jego udziale):

Oczy przedstawicieli Na’vi, patrzących w filmie Camerona na maszerujących pokonanych ludzi, mówią to, co Weisman, Lovelock i Diamond w swych książkach: przyszłość doskonale obejdzie się bez człowieka. Nie chodzi bowiem o to, że człowiek zagraża ekosystemowi, on zagraża samemu sobie. Natura, Gaja lub Eywa (ekosystem Pandory) doskonale poradzą sobie same. Cameron powtarza na nowo opowieść o raju utraconym, nie pozostawiając złudzeń, że raj ów można odzyskać jedynie pod postacią cyfrowej, trójwymiarowej utopii. Wystarczy jednak zdjąć przeznaczone do trójwymiarowej projekcji okulary, by obraz zaczął się zamazywać.

Niezły bełkot. Oczywiście obowiązkowe pierdolenie o trójwymiarze jako jakiejś paraleli, a do tego wydumane przykrawanie fabuły pod obraną tezę - jaka natura bez człowieka? Przecież dla Pandory Na'vi są tym czym ludzie dla Ziemi. Tyle tylko, że są mądrzejszymi uczestnikami ekosystemu, mają świadomość, że są jego częścią a nie władcami. I do życia w zgodzie z naturą nawołuje "Avatar", zresztą do czego miałby - do globalnego samobójstwa rasy ludzkiej, żeby Gaja mogła sobie radzić sama?

 

09:32, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (1) »
środa, 10 lutego 2010
His name is Bourne, Jason Bourne

News Stopklatki o nowym Bournie:

Przypominamy, iż jedyną cechą wspólną nowych ekranizacji przygód Jasona Bourne'a ("Tożsamość Bourne'a" , ("Krucjata z Bourne'a"  oraz "Ultimatum Bourne'a" ) z literackim pierwowzorem, jest imię i nazwisko głównego bohatera.

Tak, na pewno, zwłaszcza w przypadku "Tożsamości".

Tagi: stopklatka
15:22, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
Mało ambitne Oscary

Hollender w Rzepie o nominacjach do Oscarów:

Dziewięć nominacji ma „Avatar” Jamesa Camerona, osiem – „Bękarty wojny” Quentina Tarantino. To obrazy typowo komercyjne. Po drugiej stronie znajdują się tytuły ambitne, artystyczne: dziewięć nominacji zyskał „Hurt Locker. W pułapce wojny” – opowieść o saperach w Iraku, o bohaterstwie, strachu i... adrenalinie wojny. Sześć nominacji przypadło „Precious” Lee Danielsa – dramatowi, którego bohaterką jest czarnoskóra nastolatka, analfabetka z Harlemu, która oczekuje drugiego dziecka. Tyle samo nominacji dostała romantyczna komedia „W chmurach” Jasona Reitmana.

Znaczy, że "Hurt Locker" był tworzony charytatywnie? I nie wyświetlany za pieniądze? I "W chmurach" - komedia romantyczna ponoć (nie widziałem ale coś mi się to nie widzi) - też nie była stworzona po to by zarabiać pieniądze na przyciąganych do kina zakochanych? A "Avatar" był stworzony tylko po to by zarabiać i wcale nie ma tam autorskiej wizji Camerona i wizualnej ambitności i artyzmu? Kurwa, jak ja nie znoszę takiego bełkotu...

Ostatni raz dziesięć nominacji Akademia przyznała filmom 65 lat temu.

A mi się wydawało, że rok temu dla "Ciekawego przypadku Benjamina Buttona" i "Slumdoga". Polska język trudna język.

I jeszcze ta kategoria, która zawsze nas interesuje. Za najlepsze filmy nieangielskojęzyczne

Ja osobiście mam to w dupie. Zwłaszcza, że nie mamy tam w tym roku swojego przedstawiciela. Zwłaszcza, że miewaliśmy ich (nominowanych) - nie licząc "Katynia" - 30-40 lat temu. Zwłaszcza, że Oscara nigdy nie dostaliśmy i nie dostaniemy jeśli będziemy produkować takie gówno jak zwykle.

09:40, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
Czarno na białym

Onet przedrukowuje z Filmu artykuł o czarnoskórych aktorach. Tekst opowiada o tym, jak z czasem stawało się normalne, że czarny może grać postać pozytywną, bohatera, człowieka o wyższym statusie społecznym, nawet głowy państw itp. itd. I jest zilustrowany m.in. tym zdjęciem:

No tak, to prawdziwy obsadowy cud. Czasy pomalowanych pastą do butów białych grających Murzynów skończyły się jakieś 100 lat temu...

14:13, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 lutego 2010
Rysunkowa animacja komputerowa

W "Dzienniku" tak oto można poczytać o "Astro Boy" i "Toy Story":

Przypomnijmy: dzieło Johna Lassetera, pierwsza tego typu komputerowa animacja, była absolutnym przełomem. Owszem, nieco wcześniej mieliśmy okazję pokochać „Króla Lwa” (1994), ale „Toy Story” to była już zupełnie inna bajka. Po raz pierwszy w kinach można było zobaczyć film „rysunkowy” tej długości i takiej jakości: dająca złudzenie trójwymiaru, drobiazgowo dopracowana technologia zaprezentowana przez studio Pixar musiała zachwycać.

Ni chu chu nie zrozumiałem z tego fragmentu. Że niby "Król Lew" też był na komputerze czy że "Toy Story" było rysunkowe? No i naprawdę nie było wcześniej filmów "rysunkowych" trwających 80 minut?!

Twórcy filmu [Astro Boy - przyp. pop.] postawili na dość ckliwą opowiastkę z obowiązkowym „żyli długo i szczęśliwie” na końcu.

Ja tam widziałem tylko przebaczenie i pogodzenie się, o żadnym wspólnym ani długim życiu nie było mowy ani w przypadku Astro (który poleciał walczyć z kolejnymi zagrożeniami), ani jego przyjaciółki, ani robotów-rewolucjonistów itp.

Scenariusz został oparty na słynnej, choć niestety nigdy nieopublikowanej w Polsce, mandze autorstwa jednego z najwybitniejszych twórców tego gatunku Osamu Tezuki. Jednak z oryginałem łączy go jedynie ogólny zarys fabuły oraz oczywiście centralna postać chłopca robota, który żyje na pograniczu dwóch światów: ludzi i maszyn.

Komiks Tezuki jest znacznie bardziej brutalny, mniej jednoznaczny i brak w nim jednoznacznego happyendu. Ale naiwność i słodycz filmowego „Astro Boya” nie jest jego najpoważniejszą wadą, nawet jeśli kogoś mogą drażnić wprowadzone zmiany (jak chociażby zamiana obdarzonego mnóstwem kulturowych konotacji Metropolis na bezpłciowe Metrocity).

A co jest takiego kulturowego w tym Metropolis poza popkulturowo nośną nazwą? Serio pytam, może ktoś mnie oświeci, bo w przeciwieństwie do autorki recenzji nie mam takiego szczęścia żeby mieć dostęp do niewydanej w Polsce mangi z lat 50-tych, więc nie wiem.

Gwiezdne miasto pod chmurami

Rzepa o "Astro Boy":

doktora Tenmę z gwiezdnego miasta Metro City

Tak, gwiezdne... Nie wiedziałem, że gwiazdy są na wysokości kilku kilometrów nad ziemią...

Kino akcji twórcy doprawili przewrotnym humorem. Na Ziemi Astro spotyka rewolucyjny front wyzwolenia robotów. Maszyny wznoszą hasła, których nie powstydziłby się sam Lenin, ale zgodnie z prawami robotyki nie mogą użyć siły przeciwko ludziom. Dlatego decydują się na dywersyjne działania polegające na... łaskotaniu piórkiem.

Brawo, dzięki za spoiler, zabiłeś jedyną niespodziankę filmu...

13:17, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10