Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Kategorie: Wszystkie | FILM | KOMIKS | KSIĄŻKA
RSS
piątek, 26 marca 2010
Legion filmów

Życie Warszawy o "Legionie":

W filmowych opowieściach o apokalipsie zagłada następowała zazwyczaj z powodu wybuchu wojny nuklearnej lub kataklizmu z udziałem sił natury. Jednak w „Legionie” eksterminacji ludzkości próbują dokonać... anioły.

Hmm, a myślałem, że "apokalipsa" to z definicji termin z konotacjami religijnymi i w związku z tym filmów, w których siły diabelskie próbują do tejże apokalipsy (w potocznym tego słowa rozumieniu) doprowadzić (bo przecież "Legion" też tylko o planach mówi, do apokalipsy jako takiej - w rozumieniu Emmericha - chyba nie dochodzi?), jest legion. Oczywiście tych z siłami anielskimi takoż - przed pisaniem czegokolwiek o "Legionie" chyba naprawdę wypadałoby się zorientować, że jest coś takiego jak "Armia Boga", a nie ogłupiać czytelników...

08:38, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 marca 2010
Speed Malina

Czepialstwa językowego odcinek 1574 - Rzepa o Sandrze Bullock:

Statuetkę odebrała 24 godziny po zdobyciu Złotej Maliny. Dzięki temu stała się pierwszą osobą, która w tym samym sezonie zgarnęła trofea dla najlepszej i najgorszej aktorki.

Dzięki temu? Czyli gdyby odebrała 48h później to pewnie już nie byłaby pierwszą osobą... No i może warto dodać, że zawsze odbiera się Maliny dobę przed Oscarami.

czwartek, 18 marca 2010
Pluszowa pułapka 4.0

Ha, wiedziałem, że coś ostatnio o Wyborczej było cicho - no i Paweł T. Felis nie zawiódł wymądrzając się na temat "Nostalgii anioła" (akurat w ogólnej ocenie ma rację):

Niewinnie wyglądający morderca z "Nostalgii " też ma swój świat alternatywny - godzinami konstruuje miniaturowe domy dla lalek, w ukrytej piwnicy na polu kukurydzianym trzyma pluszowe zabawki i zapalone świecie, planszowe gry, figurki aniołów i butelki coli. "Dorosłym wstęp wzbroniony" - instruuje kolejne zapraszane tu dziewczęta, które oczywiście z piwnicy już nie wychodzą.

Nie trzyma tylko przygotował specjalnie dla Suzie i nie instruował nikogo innego, bo to była - tak jak inne - tylko jednorazowa, specjalnie przygotowana pułapka. On zdaje się czerpał satysfakcję z tego dłubania (podobnie jak przy domkach dla lalek), z przygotowań, nie mniejszą niż z samego aktu morderstwa.

Tamte obrazy - wbrew tytułowi jednego z filmów - nie tyle promowały jednak "zły smak", ile były raczej kapitalną grą z estetyką mainstreamowego kina. Prawdziwym dowodem "złego smaku" jest za to - zrealizowana po doświadczeniach "Władcy pierścieni" i "King Konga" - "Nostalgia anioła". Fatalna wróżba przed zapowiadanym przez Jacksona na 2012 rok "Hobbitem".

Co ma piernik do wiatraka? A "Niebiańskie istoty" i "Zły smak" to dobrze wróżyły "Władcy pierścieni"?

08:30, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (3) »
środa, 17 marca 2010
Nazywam się Khan i chcę odzyskać swoje dobre imię

Kolejny genialny opis dystrybutora filmu:

Młody muzułmanin zostaje posądzony o działalność terrorystyczną przez władze amerykańskie i postanawia spotkać prezydenta Stanów Zjednoczonych, by osobiście wyjaśnić mu nieporozumienie i odzyskać dobre imię.

Ech, kto oglądał (warto, ale tylko dla tych co czują bolly) ten wie. Pozostałym nie chcę spoilerować, więc powiem tylko, że nie w Moskwie i nie rowery, czyli nie młody, nie posądzony i nie chce nic wyjaśniać. Jedynie to "dobre imię" można w jakimś tam sensie podciągnąć.

14:39, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
Super-mix po angielsku

Stopklatka znów pięknie operuje słowem i popisuje się znajomością komiksów tak pisząc o rzekomym nowym projekcie Sama Worthingtona:

Zgodnie z pojawiającymi się niepotwierdzonymi jeszcze oficjalnie informacjami, aktor typowany jest do roli w "Dan Dare: Pilot of the Future" filmie, którego scenariusz powstanie na motywach przygód jednego z ulubionych komiksowych bohaterów Brytyjczyków - Dana Dare'

Przygody Dana Dare'a pojawiły się po raz pierwszy w latach 50. na łamach magazynu "Eagle". Bohater ten to kwintesencja brytyjskiego herosa, swoisty angielski Kapitan Ameryka, Batman i Superman w jednym, który podróżuje po kosmosie i stacza międzygalaktyczne bitwy w obronie pokrzywdzonych.

Hmm, coś mi ten podróżnik w kosmosie nie pasował (pomijając fakt, że pierwszy raz usłyszałem o jakimś sterotypie czy schemacie herosa brytyjskiego - ale co ja tam wiem), więc zajrzałem do wiki:

The stories were set in the late 1990s but the dialogue and manner of the characters is reminiscent of British war films of the 1950s. Dan Dare has been described as "Biggles in Space" and as the British equivalent of Buck Rogers.

Dan Dare (full name Colonel Daniel McGregor Dare) was chief pilot of the Interplanet Space Fleet. He was born in Manchester, England, in 1967 and educated at Rossall School.[1] Although not a super-hero, he sometimes pulled off exceptional piloting and often proved extraordinarily lucky. He excelled at jiu jitsu, but he most often found non-violent solutions to predicaments. He was bound by a sense of honour, never lied, and would rather die than break his word.

No i przecież - wykapany Batman bo zna jiu jitsu! O noszeniu maski, byciu kosmitą o nadnaturalnej sile i/lub genialnym milionerem do tego poddanym wojskowym eksperymentom zapewne w wiki nie napisali - bo co to w ogóle za źródło ta wikipedia!

wtorek, 16 marca 2010
Alter ego ale nie jego

Po raz kolejny radosna tfurczość Stopklatki na polu języka polskiego:

Australijski aktor Hugo Weaving , agent Smith z "Matrixa"  oraz Elrond z "Władcy Pierścieni"  rozmawia na temat roli głównego czarnego charakteru w przygotowywanej produkcji "Captain America" . Hugo Weaving wcielić miałby się w postać Red Skull. Studio Marvel szuka obecnie aktora, który wcielić miałby się w postać Steve'a Rogersa, alter ego Kapitana Ameryki. Kapitan Ameryka (znany też jako Steve Rogers) to komiksowy superbohater, który zyskał swoje moce w wyniku eksperymentu przeprowadzonego na nim przez wojsko.

Już pomijam brak odmiany anglojęzycznych nazw własnych i używanie raz angielskiego, raz polskiego tytułu/pseudonimu (tak, zapewne różnicę robi właśnie to, że raz mowa o komiksie, a raz o jego bohaterze...). Ale  co to kurde znaczy, że aktor wcieli się w "Rogersa, alter ego Kapitana Ameryki"? Bo o ile sobie dobrze przypominam to, że "Kapitan Ameryka" nie jest retellingiem "Jekylla i Hyde'a", ale prostą opowieścią o herosie ukrywającym się pod maską. Więc jak ktoś się wciela w Rogersa to chyba i równocześnie w Kapitana? I Kapitan nie był "znany jako" Rogers, chyba wręcz przeciwnie - nie zależało mu specjalnie żeby ktokolwiek wiedział, że jest Rogersem...

Najbardziej rozwaliło mnie jednak to:

Jego największym wrogiem jest nazistowski superzłoczyńca, Red Skull. Ten czarny charakter to prawa ręka Hitlera we wszelkiego rodzaju zniszczeniach.

...i będzie miał taką czerwoną gołą czaszkę i będzie robił wielkie zniszczenia i będzie miał czarny pistolet i będzie się śmiał tak złoczyńczo, tak ha ha ha, i będzie taka scena w której bez litości rozgniecie dronkę na szybie i... i... nie mamusiu, jeszcze nie chcę spaaaać!

niedziela, 14 marca 2010
Skromny przepych

Wiedziałem, że przy okazji Oscarów na Barbarę Hollender będzie można liczyć:

Ale tego wieczoru rozegrała się batalia znacznie ważniejsza: między dwiema wizjami kina. Pierwsza z nich to fajerwerk techniczny: technika 3D, oszałamiający dźwięk i niebieskie stwory zeskakujące z ekranu niemal na kolana widzów. Druga — skromny, niemal paradokumentalny obraz o saperach stacjonujących w Iraku. I okazało się, że Akademia, która przez lata broniła hollywoodzkiego przepychu, teraz wybrała nie komercję, lecz sztukę.

Oczywiście nie skomentuję tego.

„Avatar” odniósł sukces w kinach: zarobił niebotyczną sumę 1,25 mld dolarów

Muahahaha, po sylwestrze się jeszcze nie wytrzeźwiało? Bo pewnie wtedy wynik "Avatara" oscylował wokół tej sumy. A może to spisek pani Hollender - na chwałę sztuki i na pohybel komercji, umniejszamy osiągnięcia "Avatara"?

 

Triumf The Hurt Locker. W pułapce wojny” oraz zwycięstwa w poprzednich latach „Slumdoga. Milionera z ulicy”, a przede wszystkim „To nie jest kraj dla starych ludzi” nie są zatem przypadkiem. Akademicy przypominają, że film może może ostrzegać, budzić sumienia, zwracać uwagę na palące problemy świata.

A przecież miał być w ostatnich latach hollywoodzki przepych... A oczywiście Avatar nie zwraca uwagi na palące problemy świata. Wcale. Ale przecież dostrzeżenie jakiejkolwiek metafory pod niebieską skórą ludzików Camerona to zbyt wiele dla pani Krytyk...

W tym roku największą niewiadomą był Oscar dla aktorki w roli pierwszoplanowej.

Kurde, a kolega z łamów pisze, że bukmacherzy od razu stawiali na Bullock. Ja też wszędzie czytałem, że Bullock i Bullock. No ale co ja tam wiem, pani Krytyk przecież wie lepiej.

Wśród panów wygrał zdecydowany faworyt. Jeff Bridges brawurowo zagrał starzejącego się.... w filmie „Szalone serce”.

Ojej, zapomnieliśmy sprawdzić w wiki kogo zagrał Jeff Bridges. Kurwa, ale żenada...

sobota, 13 marca 2010
Slut next door

Rafała Świątka w Rzepie podsumowanie Oscara dla Sandry Bullock:

Odbierając Oscara, przewrotnie jednak zapytała: – Naprawdę zasłużyłam, czy byliście już mną zmęczeni?

Nic dziwnego. W ostatnich latach Bullock uparcie starała się odkleić od wizerunku seksownej dziewczyny z sąsiedztwa.

Fajny oksymoron.

22:31, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 marca 2010
Ambitna porażka amerykańskiego snu

W telewizji puszczają "Slumdog", więc z tej okazji Rzepa postanowiła się wygłupić:

Niezbyt rozumiem fascynację członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy obdarowali „Slumdoga. Milionera z ulicy” aż ośmioma Oscarami, w tym za najlepszy film roku. Może dlatego, że jest to wręcz podręcznikowa ilustracja „American Dream”, czyli drogi życiowej od pucybuta do milionera (w tym wypadku dosłownie).

No bo przecież "American Dream" polega na przypadkowym uśmiechu losu i szczęściu w teleturniejach, na tym, że "tak było pisane", a nie na ciężkiej pracy. Panie Krytyk, w USA to by cię zlinczowali za taki tekst.

Danny Boyle ponad dekadę temu zrealizował dwa niskobudżetowe filmy, dziś powszechnie uznawane za kultowe: „Płytki grób” i „Trainspotting”. Ale potem zaproszenie do Hollywood zaowocowało ambitnymi porażkami.

Odświeżający gatunek i kasowy "28 dni później" to też porażka. Dobrze, że chociaż "ambitna".

Znajdziemy w nim elementy dramatu społecznego, kryminalnego, komedii romantycznej, wreszcie, co prawda po końcowych napisach, kiczowatego widowiska muzyczno-tanecznego.

Widowisko muzyczno-taneczne? A "Różowa pantera" ma w sobie zapewne elementy animacji - bo ma animowane napisy początkowe, a filmy Jackie Chana dokumentu - bo na napisach końcowych pokazuje się sceny z planu?

18:39, popkuriozysta , FILM
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 11 marca 2010
Dramat dziennika(rski)

"Dziennik" o Oscarach:

Z kolei Sandra Bullock - za kreację w dramacie sportowym "The Blind Side" (reż. John Lee Hancock) - otrzymała tegorocznego Oscara dla najlepszej aktorki w roli głównej.

Wbrew plakatowi to nie jest dramat sportowy i futbolu tam jak na lekarstwo. No ale żeby to wiedzieć trzeba film oglądać.

08:02, popkuriozysta , FILM
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10