|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Robin Gud, nie strielaj!
"Przekrój" pastwi się nad "Robin Hoodem":
To kto był na tym pokazie? Bo w każdym znaczącym tytule prasowym film oceniono jako przynajmniej niezły. Widocznie recenzent Przekroju był na innym pokazie niż cała reszta - może jakąś inną wersję filmu puszczali?
Tak, jeden film wcześniej zrobili, 30 lat temu prawie, to ten pomysł już nic nie znaczy, to nic, że dobry Ryszard vs. zły Ryszard występuje w kinematografii w stosunku 100:1 - to przecież nic nowego.
Jasne kurwa, w pomyśle, że Robin nie jest Locksleyem, Ryszard ginie, a cała historia rozgrywa się przed ucieczką w ostępy Sherwood naprawdę nie ma za grosz zaskoczenia i trzeba czytelnikowi zaispolerować. Nienawidzę takich skurczysynów: nie podobał mu się film, ma poczucie straconego czasu i myśli sobie - jak ja się źle bawiłem to i innym spierdolę seans opowiadając cały film, a co, mają mieć lepiej ode mnie?
Ojej, to straszne, rozrywkowy film hollywoodzki przesunął datę o 16 lat i pan recenzent nie mógł się nauczyć z niego historii. Do szkoły trzeba było chodzić.
No i wszystko jasne - film mu się nie podobał, bo nie był taki jak w dziecieństwie. Tak, przecież lubimy to co już znamy, a co inne to złe. Ja wiem, że każdy recenzent też człowiek, każda opinia jest subiektywna, naznaczona osobistymi doświadczeniami, wrażliwością etc. ale niektórzy powinni - ze względu na to, że mają zwykle odpowiednie wykształcenie, doświadczenie, a przede wszystkim biorą za to kasę - przynajmniej silić się na obiektywizm, a już na pewno przemilczać te bardziej osobiste czynniki wpływające na ocenę i tę ostatnią argumentować bardziej "obiektywnymi" przesłankami w rodzaju "amatorskie aktorstwo, chałupnicze efekty specjalne, dziurawy scenariusz" etc. Ale pan recenzent, a właściwie "czołowy poeta swojego pokolenia" [za wiki] bawiący się w recenzowanie filmów, uznał, że jest ponad to i walnął prosto z mostu - "nie podobało mi się bo nie było takie jak radziecki film, który oglądałem w dzieciństwie (a przy okazji poczytajcie jaki jestem zajebisty co udowodni załączona historyjka z czasów młodości)". No kurwa, żenada po prostu. A "Przekrój" się kompromituje publikując taką pseudo-recenzję z kompletnie nieuzasadnioną krytyką, podczas gdy wszyscy inni jak jeden mąż chwalą (umiarkowanie lub entuzjastycznie) film Scotta. poniedziałek, 24 maja 2010, popkuriozysta
Komentarze
ratyzbona
2010/05/31 21:34:38
A ja się nie zgodzę. Scott który wszędzie ogłaszał że opowie historię prawdziwą dokonał koszmarnego zmasakrowania historii - scenarzystom udało się tak dalece zmienić materię historyczną że nie tylko nie jest ona zgodna z tym co naprawdę się wydarzyło ale także kompletnie nie zgodna z szumnie zapowiadanymi realiami epoki. Ja byłam na zupełnie innym pokazie i też widownia wybuchała śmiechem w kilku momentach w których historia pokazywana na ekranie odbiegła od tego co zawierają podręczniki do historii. nie dziwię się też że streszczono fabułę - serio wydarzenia z historii świata między 1199 a 1200 nie są tajemnicą od jakichś 800 lat ( choć wersja Scotta nieco może znawców zaskoczyć). Moim zdaniem ta recenzja jest jedyną słuszną jaka ukazała się w prasie i wcale nie jest pseudo naukowa ale oddaje to co o filmie może myśleć człowiek który wie że Magna Carta Libertatum w 1199 jest szczytem głupoty podobnie jak inwazja francuskiego króla na wybrzeża Anglii. Nie miałabym pretensji gdyby film reklamował się jako Robin Hood historia kompletnie zmyślona.
|