Piętnujmy idiotyzmy w pisaniu o kulturze popularnej.
Blog > Komentarze do wpisu
W pudełku czyhają pułapki na nieuważnych recenzentów

Tak oto Rafał Świątek zrecenzował w Życiu Warszawy "The Box":

„The Box. Pułapka” to połączenie horroru z filmem science fiction. Jest 1976 rok. Arthur (Marsden) i Norma (Diaz) Lewisowie są szczęśliwym małżeństwem. On pracuje w NASA, ona jest nauczycielką. Arthur właśnie dowiedział się, że nie dostanie w pracy spodziewanego awansu, co spowoduje, że nie będzie ich stać na posyłanie nastoletniego syna do jednej z najlepszych szkół w okolicy. Na dodatek Norma musi zrezygnować z ważnego dla niej zabiegu chirurgicznego.

Wtedy Lewisów odwiedza Arlington Steward (Langella), tajemniczy mężczyzna o oszpeconej twarzy, i proponuje im intratny ale niemoralny układ. Otrzymują od niego drewniane pudełko w kształcie sześcianu, z czerwonym przyciskiem pod szklaną kopułą. Jeśli go wcisną dostaną milion dolarów, ale w tym samym momencie gdzieś na świecie zginie nieznany Lewisom człowiek. Na podjęcie decyzji mają 24 godziny.

Arthur wyśmiewa ofertę, ale Norma decyduje się wcisnąć przycisk. Chwilę później znowu pojawia się Steward - tym razem z walizką pełną pieniędzy. Informuje małżonków, że teraz tajemnicze pudełko otrzyma inna, nieznana im rodzina...

Pomysł wyjściowy filmu został zaczerpnięty z opowiadania „Przycisk, przycisk” Richarda Mathesona i został już raz wykorzystany w jednym z odcinków cyklu „Strefa mroku” (1986).

Reżyserem i scenarzystą „The Box. Pułapki” jest Richard Kelly – specjalista od onirycznych i zagmatwanych fabuł – który od czasów debiutanckiego „Donnie Darko” z 2001 roku jest uważany za gwiazdę amerykańskiego kina niezależnego.

I to jest CAŁA recenzja, czyli piękne streszczenie i opowiadania i odcinka "Strefy mroku" natomiast nijak ma się do filmu Kelly'ego, gdzie opisana sytuacja jest jedynie punktem wyjściowym i recenzent nie raczy się zająknąć, że nie cały film opiera się na tym dylemacie moralnym. A jesli już streszczać to nie raczy wspomnieć, że z tej "nieznanej rodziny" właściwie nic nie wynika (inaczej niż w opowiadaniu i filmie telewizyjnym, gdzie była to mrożąca krew w żyłach puenta).

sobota, 27 marca 2010, popkuriozysta

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: pp, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/03/27 18:06:13
wow
-
Gość: blackm, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/04/16 23:31:54
pan Światek nie ma pojęcia o pisaniu recenzji i dziwię sie Rzeczpospolitej, że drukuje wynurzenia tego "filmoznawcy" ,najprawdopodobniej kolejnego nieudacznika zdajacego piec razy bez skutku na rezyserię do Łodzi i odreagowującego swoje kompleksy. Szkoda czasu - wystarczy przesledzić google jakie bzdury ten facet wypisuje i co mysla na ten temat internauci chodzący do kina
-
2014/07/21 15:40:30
Zdecydowanie nie jest to recenzja a co najwyżej notka informacyjna o filmie. Co nie zmienia faktu, że film jest tak słaby, jak słaba jest to recenzja - po prostu dno :) nie jest to film do relaksu gdy biokominek narożny ogrzewa pomieszczenie...ogólnie do niczego jest to film.